Pruchniccy Żydzi


Wobec dyskusji o rzekomym masowym udziale Polaków w Holokauście, publikujemy wspomnienia Brandli i Jakuba Rozenmanów, pruchnickich Żydów, którzy przeżycie wojny zawdzięczali Polakom udzielającym im schronienia.

Rodzina Rozenmanów chroniła się dwukrotnie u Jana Gaca (za drugiem razem przez rok od lata 1943 do lipca 1944) oraz u Marii Moskwa po mężu Olejarz, u której przebywali kilka miesięcy.
Jan Gac, urodził się 1 stycznia 1904 r. w Kramarzówce, jako syn Jakuba i Marii z d. Kamińska. Od 1930 roku był żonaty z Józefą Tuleja, ur. 24 XI 1905 w Pruchniku Wsi, córką Karola i Wiktorii z d. Kroczek. 13 września 2012 roku został uhonorowany tytułem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. Odznaczenia oczywiście nie doczekał, miałby wówczas 108 lat.
Szczególnej uwadze polecamy również fragmenty, które relacjonują stosunki Rozenmanów z polskimi sąsiadami.

-----------------------
Wspomnienia Brandli Rosenman z czasów okupacji niemieckiej w Pruchniku (1939-1944). Pozostawiono oryginalną pisownię. Oryginał dokumentu znajduje się w zbiorach instytutu Yad Vashem.
Skróty rozszerzono w nawiasach kwadratowych, w nich również umieszczono dopiski i przekreślenia. Wyjaśnienia i komentarze umieszczono w przypisach.
„Brandla Rosenman, z domu Goldman, córka Efraima i Gity, urodzona w Samborze.
Majer-Jakób Rozenman, s. Josefa [1] i Rachel [2], ur. w Pruchnik zam. Tel-Aviv, Lui Marschel 4, tel. 03-451706
W końcu listopada 1939 r. burmistrz ukraiński Pruchnika, adwokat Harasimow zarządził wysiedlenie Żydów z Pruchnika. Wysiedlonych wysadzili z furmanek na Zasaniu (zachodnia część Przemyśla). Władze radzieckie nie wpuściły Żydów na swój teren - do Przemyśla po wschodniej stronie Sanu. Żydzi pruchniccy przez ok. 2 tygodnie biwakowali na otwartym polu na Zasaniu, wielu zmarło. Było tam ok. 100 rodzin. Kilkanaście rodzin w międzyczasie wróciło do Pruchnika - przyjechali do nas - bo myśmy byli jedyną rodziną żydowską, która w Pruchniku została. Po prostu, gdy Żydów wysiedlano, o nas zapomnieli - i tak zostaliśmy w domu.
Mieszkaliśmy na przedmieściu - faktycznie nazywała się miejscowość nasza Pruchnik - Wieś i mieliśmy swojego sołtysa, który się do nas dobrze odnosił i nie pozwolił nam wyjechać. Myśmy mieli pole i sklep. Z tego żyliśmy. Byliśmy w bardzo dobrych stosunkach z polskimi sąsiadami.
Większość Żydów, znajdujących się w otwartym polu na Zasaniu Niemcy po ok. 2 tygodniach wywieźli pociągiem do Krakowa. Tam doznali oni serdecznego przyjęcia od Żydów krakowskich, którzy przygarnęli ich, pomagali czym mogli. Po pewnym czasie jednak większość wróciła do Pruchnika. Domy ich były puste, obrabowane, zniszczone. W wielu domach mieszkali Polacy. 
Na interwencję powracających - burmistrz wydzielił Żydom jedną ulicę na której wolno im było zamieszkać. Była to ulica Błonia, gdzie przed wojną mieszkała biedota żydowska. Polacy mieszkający we własnych domach na tejże ulicy - pozostali w nich. Żydzi mieszkali w wielkiej ciasnocie, po 3-4 rodziny w jednym domku. W tym też okresie - zimą 1940 roku - zarządzili Niemcy noszenie białych opasek z niebieskim Magen Davidem [Magen David – z j. hebrajskiego Gwiazda Dawida] na prawym ramieniu. Opaski obowiązywały wszystkich od 12-13 lat wzwyż. Za pokazanie się na ulicy bez tego znaku groziła kara śmierci. Nie wolno było też opuszczać miasta. Wtedy też został wybrany przez Żydów na rozkaz Niemców Judenrat [3]: prezesem był Szmuel Goldsztajn, właściciel fabryki wody sodowej. [przekreślone: Faktycznie tylko on jeden zajmował się jako taką organizacją]. Żydzi pracowali przy sprzątaniu ulic w mieście. Niektórzy, głównie dzieci, chodziły do Niemców na posługi, za co otrzymywali kawałek chleba. Większość Żydów utrzymywała się z wyprzedaży rzeczy, które niektórzy dostali będąc w Krakowie. Panowała straszna bieda.
W końcu 1940 zebrano grupę młodzieży żyd[owskiej] i wysłano do obozu w Pustkowie do pracy w lesie. W pobliżu Pruchnika były 3 wioski - Rzeplin, Rączyna i Rokietnica, gdzie utrzymało się paru Żydów mających pola - i oni żywili faktycznie Żydów Pruchnika.
W 1941 r. stacjonowała w Pruchniku kompania junaków - młodych ukraińskich chłopców pod dowództwem czeskiego Niemca Szwarca. Junacy bardzo znęcali się nad Żydami i bili, penetrowali domy żydowskie i zabierali co się dało. W Rączynie ciężko pobili ok. 100 letniego Hersza Landau'a, który w dwa dni później zmarł. Nas, mieszkających na przedmieściu, na początku 1942 r. przesiedlili do centrum miasta - dostaliśmy mieszkanie w Rynku. Do naszego domu wprowadzili się junacy - mieszkali tam ok. 2 miesięcy, zniszczyli cały dom - szukali towarów (mieliśmy sklep bławatny), ale niczego nie znaleźli. Po 2 miesiącach junacy odeszli a nam kazano wrócić do naszego domu.
W 1941 r., po Wielkanocy, zabrali wielu mężczyzn z Rączyny i wysłali ich do Oświęcimia (w Rączynie]mieszkało 4-5 rodzin żydowskich oraz kilku Żydów - byłych jeńców wojennych). Nie przypominam sobie by Żydzi Pruchniccy dostawali jakąś pomoc skądkolwiek.
Latem 1942 roku - po wymordowaniu Żydów w Dubiecku (zostali zastrzeleni na cmentarzu żydowskim po zebraniu ich na rynku) - o czym słyszeliśmy już w Pruchniku - zarządzili rejestrację Żydów Pruchnika: zebrali wszystkich Żydów w rynku i na podstawie spisów, które już mieli - ogłosili każdemu co go czeka. Na czele gestapowców, którzy przeprowadzali rejestrację był Freund (?). W Pruchniku miało zostać ok. 15 Żydów, m.in Judenrat i jego brat, a reszcie powiedzieli, że zostaną wysiedleni. Po tym zgromadzeniu nas w rynku - wszystkich rozpuścili do domów. Po jakichś dwóch tygodniach (sierpień 1942) przyjechały do Pruchnika furmanki i wszystkich Żydów wysłali do Pełkini. W Pruchniku została oficjalnie wspomniana wyżej 15 - kilka rodzin oraz wielu ukrywających się. Po akcji Niemcy - gestapowcy - prowadzili poszukiwania za ukrytymi i wszystkich kogo znaleźli z miejsca rozstrzeliwali. 15 oficjalnie żyjących zajmowała się grzebaniem zwłok. Później wszyscy oni pracowali w składzie zboża, który zrobiono w synagodze w Pruchniku. We wrześniu 1942 r. wszystkich ich wywieźli do getta do Sieniawy. Podobno Szmuel Goldsztajn został zabity w drodze do Sieniawy. 
Przypominam sobie też dra Szora (syna adwokata Szora z Jarosławia), który bardzo Żydom pomagał. Był to bardzo zacny człowiek. Gdzieś się ukrywał - i zginął [4] .
Myśmy na wysiedlenie nie poszli - tym razem znów odradzał nam wyjazd nasz sołtys Winiarz Franciszek. Ukryliśmy się u pobożnej rodziny biednego chłopa Jana Gaca. Chałupa stała na skraju lasu. Leżeliśmy tam ukryci na strychu - my i czworo dzieci: Josef ur. 27.6.1922 r., Cwi-Hersz ur. 25.4.1925 r., Gitla ur. 3.10.1928 r. i Rachel ur. 23.10.1930 r. Przeżyliśmy tam kilka miesięcy. Musieliśmy opuścić kryjówkę ponieważ szukała nas policja niemiecka.
Ukryliśmy się u kobiety Marii Moskwa - po mężu Olejarz. U niej było nam dobrze - mieliśmy co jeść. U Gaca głodowaliśmy - oni sami nic nie mieli. Musieliśmy po paru miesiącach stamtąd odejść, ponieważ kochanek Marii odgrażał się, że nas zabije.
Znów uciekliśmy do lasu - było już lato 1943. Przez 2 tygodnie tułaliśmy po lasach - troje starszych dzieci, które poszły w innym kierunku zginęło. Myśmy z najmłodszą dziewczynką znów wrócili do Gaca. Nie chciał nas przyjąć - żona jego bardzo się bała. 
W końcu wprowadziliśmy się na jedną noc - która trwała cały rok.
W lipcu 1944 r. zostaliśmy wyzwoleni przez Armię Radziecką. Nasz opiekun Gac prosił, by nikomu nie zdradzać żeśmy się u niego ukrywali. Nie mieliśmy dokąd wrócić - domy nasze - mieliśmy 2 - rozebrali wieśniacy. Pojechaliśmy do Przemyśla, gdzie żył nasz kuzyn Bernard Goldman. Później mieszkaliśmy w Bielsku-Białej i w 1950 roku przyjechaliśmy do Izraela.
Tel-Aviv, 25 XI 1982”
-----------------------
[1] - Josef Rosenman – handlarz w Pruchniku Wsi
[2] - Rachel, córka Isaka i Laje Schnejbaum, handlarzy w Pruchniku Wsi
[3] - Judenrat (z niem. Rada żydowska, lub Żydowska Rada Starszych) – forma sprawowania władzy przez przywódców żydowskich nad skupiskami żydowskimi (getta) wprowadzona przez nazistów w 1939 roku.
[4] - O losach dra Schoora mamy informacje z relacji Mariana Korasiewicza, leśniczego w nadleśnictwie Borowiec: „[Marian Korasiewicz] w 1941 został zaprzysiężony jako członek oddziału Armii Krajowej Wola Węgierska – placówka Pruchnik pod pseudonimem „Komar”. Dowódcą oddziału był kapitan „Żbik”. Przez kilka miesięcy ukrywał u siebie w leśniczówce lekarza pochodzenia żydowskiego doktora Schoora z Jarosławia, zbiegłego z getta w Sieniawie. Postarał się dla niego o fałszywe dokumenty I przeprowadził go przez granicę do Rumunii. Nie wiadomo jakie są jego dalsze dzieje, ale najprawdopodobniej nie przeżył wojny bo nigdy więcej się nie odezwał.”

Materiał i zdjęcie uzyskane dzięki uprzejmości administratora strony; romanikowie.pruchnik.pl
W imieniu własnym i naszych czytelników serdecznie dziękujemy.

artykuł ukazał się w 34 wydaniu "Głosu znad Sanu"

Komentarze