Zimna wojna w Przemyślu



Schron Kierowania Obroną Cywilną znajdujący się pod przemyską Szkołą  Podstawową nr 14 jest niezwykłym miejscem, którego specyficzny klimat przyciąga zarówno mężczyzn, jak i kobiety. Przychodzą ludzie pamiętający czasy PRL-u, aby zanurzyć się w czasy dzieciństwa czy młodości, przychodzą też młodzi, którzy chcieliby spróbować choć trochę zakosztować epoki ich dziadków i rodziców.
Obiekt powstał w latach 60-tych w ramach akcji 1000 szkół na Tysiąclecie Państwa Polskiego. Poblisko 50 latach został w bardzo krótkim czasie wyremontowany i udostępniony w 2016 roku przez członków Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej „X D.O.K.”, które jest znane z wielu widowisk historyczno-teatralnych organizowanych nie tylko w Przemyślu, ale też pobliskich miejscowościach. Tu niejako chciałbym oddać hołd swoim kolegom ze stowarzyszenia – podziwiam ich za to, że w zaledwie trzy miesiące podjęli wysiłek uporządkowania obiektu i dokonania niezbędnych remontów, przy czym oczywiście była to praca wykonywana po godzinach.
Przemyski schron jest też miejscem niezwykle atrakcyjnym do zwiedzania ze względu na fakt, że jeszcze nie tak dawno było to miejsce tajne i wielu nie miało pojęcia o jego istnieniu. Do dziś niektóre kwestie związane z pracą w tym miejscu pozostają w sferze niejasności i oczekują na wyjaśnienie. Jednym z ważniejszych pomieszczeń w schronie jest WOAS tj. Wojewódzki Ośrodek Analizy Skażeń – wiązało się to z dawnym podziałem administracyjnym na 49 województw. Znajduje się tam sporej wielkości pulpit pozwalający na łączność i odbiór meldunków z okolicznych gmin. Mamy też tam rozrysowany schemat elementów systemu powszechnego ostrzegania, wypisane drużyny alarmowania w przemyskich zakładach pracy czy też listę Powiatowych Ośrodków Analizy Danych i Alarmowania (tzw. POADA). Znaczenie obiektu podkreśla fakt, że to w tym miejscu podejmowana byłaby decyzja o ewakuowaniu mieszkańców.
Schron został tak zaprojektowany, aby pracująca tam załoga mogła swobodnie przemieszczać się w obrębie części, nazwijmy to umownie, roboczej i przy tym nie przeszkadzać ludziom wypoczywającym w części socjalnej. Rzecz jasna wymagało to stosownego szkolenia. Większość zwiedzających czuje się nieco zagubiona, choć wszystkie korytarze i pomieszczenia są dobrze oświetlone. Niezwykła lekcja historii pozwala na jakąś godzinę przenieść się w czasy zimnej wojny jest to jednak za mało, by zapamiętać układ pomieszczeń. W dalszej części tekstu dokładniej wyjaśnię, dlaczego poruszyłem ten temat, a teraz chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na kwestię pracy w schronie. Nie mam tu na myśli pracy przewodnika – ta nie jest tak stresująca, jak praca wykonywana dawniej przez członków załogi. Przypuszcza się, że ci ludzie dobierani byli według predyspozycji psychofizycznych i szukano osób o odpowiednio silnej psychice oraz odznaczających się odpornością na stres. Już samo dłuższe przebywanie w klaustrofobicznych pomieszczeniach tego obiektu jest po pewnym czasie przytłaczające i staje się nieprzyjemne. Trzeba pamiętać, że po zmianie jego funkcji nie był przeznaczony dla ludności cywilnej i jego wnętrze odznacza się surowością i brakiem wielu udogodnień. Obecnie w pomieszczeniu sypialnym znajduje się radio oraz półka z książkami, ale elementy te były nieregulaminowe i zostały dodane w celu oddania nastroju epoki. Bez nich tamto pomieszczenie sprawia wrażenie celi. Łatwo sobie wyobrazić, że samo spędzenie kilkugodzinnej zmiany w, z oczywistych względów, pozbawionym okien schronie mogło być nie lada wyzwaniem dla przeciętnego człowieka. Warto dodać, że prócz doboru ludzi pod względem odpowiednich cech, byli oni wraz z rodzinami dyskretnie weryfikowani przez Służbę Bezpieczeństwa. Uruchomiona podczas ostatnich wakacji gra escape room, której scenariusz stawia nas w obliczu widma wybuchu III wojny światowej, poświęcona jest właśnie pracy i zadaniom stawianym załodze. Jako gracze wcielamy się w załogę schronu, mając za cel monitorowanie sytuacji w regionie i ewentualne zaalarmowanie mieszkańców miasta. Trzeba notować napływające dość szybko meldunki, przy czym oczywiście nie wszystkie nadawane są tekstem jawnym... Zgodnie z nazwą cała zabawa polega na tym, by wydostać się ze schronu. Emocji dodaje fakt, że nasz czas ogranicza kończący się zapas tlenu, ryzyko przedostania się skażenia i konieczność pracy w masce przeciwgazowej... Scenariusz stworzony przez prezesa stowarzyszenia Mirosława Majkowskiego niejedną grupę wyjadaczy i fanów „ucieczek” wprawił w niemałe zakłopotanie. Gra wymaga oczywiście dobrego zgrania zespołu i przede wszystkim spostrzegawczości, ale graczom przyjdzie też się nieźle nagłówkować – to właśnie podczas tej zabawy ujawnia się odmienny „charakter” tego miejsca: schron zdaje się być pułapką bez wyjścia... Tu powrócę do wspomnianej wyżej kwestii zapamiętywania położenia poszczególnych pomieszczeń schronu – przed grą osoba wybrana przez grupę na dowódcę jest oprowadzana po oświetlonym schronie co ma nieco ułatwić rozgrywkę. Pod presją czasu zaczyna się nam jednak mylić, w którym miejscu znajdował się ten ogromny silnik (tj. agregat prądotwórczy), lub w którym kierunku udać się do tunelu ewakuacyjnego. Gracze nie pozostają jednak całkowicie osamotnieni – wskazówek drogą radiową udziela „dowództwo”, które też informuje na ile minut pozostało nam tlenu...
Z całą pewnością można powiedzieć, że udostępnienie schronu (a później wprowadzenie gry escape) pomogło wzbogacić ofertę turystyczną Przemyśla – dotychczasowo na wielbicieli fortyfikacji pozostawała do dyspozycji głównie Twierdza Przemyśl oraz bunkry linii Mołotowa. Schron pozwala na poszerzenie zainteresowań o okres zimnej wojny, czy ogólnie czasy PRL-u oraz pokazanie, że ład, który nastąpił po drugiej wojnie światowej nie był równoznaczny z brakiem ryzyka nastania kolejnego konfliktu o charakterze globalnym. Miejsce to jest dostępne dla Państwa przy Szkole Podstawowej nr 14 w Przemyślu na ul. Borelowskiego 12.

Piotr Dzoć
Foto Marcin Kawęcki 
Artykuł ukazał się w papierowym wydaniu 34 nr "Głosu znad Sanu"

Komentarze